wtorek, 10 listopada 2009

Obamie przyznać drugiego nobla!


samablog.robsama.com

Sytuacja w Ameryce Południowej wygląda bardzo niepokojąco. Oto bowiem Stany Zjednoczone Ameryki Północnej podpisały porozumienie z Kolumbią odnośnie rozłożenia siedmiu baz wojskowych w tym kraju. Wydarzenie to jest o wiele bardziej skomplikowane aniżeli mogłoby się wydawać.
Dochodzi do starć na granicy pomiędzy Kolumbią a Wenezuelą. Oczywiście w cały proces zamieszani są żołnierze USA.

Sprawdzają się deklaracje antymocarstwa
Nie tak dawno temu (będzie przed atakiem na Irak) g.w.bush twierdził, że najpierw trzeba rozprawić się z Sadamem Husajnem, a później z Chavezem. Jakby nie patrzeć powolnymi krokami zamierzenie to realizują. Głównym powodem, dla którego wojska z północy osiadają się w Kolumbii jest zdaniem administracji Obamy, ustatkowanie sytuacji w regionie.
Działania te mają jednak zdecydowanie inny charakter. Popierany przez inne kraje Ameryki Połudmiowej Chavez, oświadczył że już Wenezuela przygotowywuje się do ewentualnej wojny. Oczywiście media podały informację, że Chavez szykuje się do wojny i chce zaatakować.
O czym w naszych obiektywnych mediach nie mówią to akcje sabotażowe jakie przeprowadza Marines na terenach przygranicznych z Kolumbią. Chavez zachowuje się jak normalny przywódca i zamierza bronić suwerenności kraju.
A w niektórych miejscach w kraju dochodzi do prób destabilizacji spowodowanych dodatkowymi atakami agresji chociażby. Są to działania wyraźnie planowane. No bo wyobraźmy sobie przedszkole do którego wchodzą rabusie i naocznie przy dzieciach znęcają się nad nauczycielem. Rabusie w przedszkolu?????!!!!. Działania te są argumentem dla władz Kolumbii (które defakto nie zasiadają w Bogocie, a w Waszyngtonie), ażeby wezwać zgromadzenie Narodowe ONZ i szukać ku temu rozwiązania. Bardzo prawdopodobnym następstwem debaty amerykańskiej organizacji pokojowej jest tak jak wskazuje historia - wojna.
Jak widać Stanom Zjednoczonym nie wystarczy już kontrola nad iracką ropą, afganistańską heroiną czy kolumbijską koką. Potrzebne są jeszcze surowce chociażby Wenezueli, która w Ameryce Łacińskiej zdecydowanie ma ich pod dostatkiem.
USA widząc stratę wpływów w Afryce na rzecz Chin, które zdecydowały się na ogromne pożyczki nie mają innego wyjścia.
(oto ciekawy komentarz z onet.pl)
"Przeczytaj! Chiny mają miliardy dolarów w obligacjach USA. Jak wiadomo USA jest
~obs

na skraju bankructwa ze względu na ciągłe drukowanie pieniędzy przez FED. Poprzez tę pożyczkę nie tylko pozbędą się nic za chwilę nie wartych świstków (po hiperinflacji w USA dolar będzie papierem toaletowym) ale jednocześnie będą mieć w Afryce najbogatsze w złoża tereny, a Afryka jeżeli szybko tych dolarów nie wyda zostanie ze świstkiem w ręku. Od lat pod pretekstem niesienia pomocy Afryce zasiedlają tam najcenniejsze obszary pod względem wydobycia surowców. Jeżeli nikt tego nie przerwie, Chiny staną się potęgą globalną, i to już nie długo..."

Chavez wzywa Obamę do opamiętania się, Obama nie wypowiada się w temacie. To co wyprawiają Marines w Ameryce Pd. albo primo: Obamy nie interesuje, albo segundo: nie ma na to wpływu, co potwierdza tylko to, że nasz laureat nobla jest kolejną marionetką w rękach szaleńców.

Chavez zaznaczył, że on i Wenezuelczycy bronić kraju będą za wszelką cenę. Ludzie sami są zgodni co do tego, że wolą umrzeć z bronią w ręku, aniżeli z głodu.
Najciekawsze jest to, że niektórzy należący do wenezuelskiej opozycji z utęsknieniem czekają na Marines. Życzę im takiego spotkania, ale nie na ziemiach Wenezueli, ani żadnego innego kraju w Ameryce Południowej.

czwartek, 5 listopada 2009

10 sposobów na ostrą jazdę.

Jak to mówią: Brałeś! Nie jedź! A co w przypadku kiedy musimy wsiąść za kółko? W zależności od materiału z jakim mamy do czynienia można mieć niezłą jazdę. A więc, proszę zapiąć pasy - jedziemy.


Po tym przez przypadek trafiłem na serię: co powinniśmy, czego nie powinniśmy z Danem Clarkiem. Ubaw nie z tej ziemi. Zapraszam.

środa, 4 listopada 2009

Medytacja, czyli bezalkoholowy spirytualizm


Postanowiłem rozpocząć kolejny cykl postów związany z medytacjami. Jak niektórym z Was wiadomo do tej pory prowadzę serię postów na temat zdrowia zatytułowanych Zdrowie, a rozwój osobisty. Tym razem przyszła pora na coś duchowego. Już za niedługo rozpocznę również inny cykl poświęcony hatha jodze, a związany głównie z asanami (czyli pozycjami ciała).
Nie jest tajemnicą, że głównym motorem wpływającą na rozwój powyższych zainteresowań jest joga, lecz tematyka postów będzie obejmować również inne zagadnienia-nauki (chociażby huna, zen, vipassana, itp.) Dotyczyć to będzie szczególnie postów o medytacji. No, ale powracając do tematu.

Na początku mogę tylko zdradzić, że rzecz będzie się tyczyć ciała, umysłu i duszy. To trening świadomości, kontrola myślenia, wyobrażenia (afirmacje i wizualizacje), itp.

Po co to nam wszystko?
Medytacja jest nie tylko wyśmienitym sposobem na rozwój osobowości, ale również odpręża ciało i umysł. Jest to forma, za którą nic nie musimy płacić, dzięki której z dnia na dzień stajemy się lepsi, zaczynamy żyć w pokoju z samym sobą, odczuwać na sobie poprawę psychiczną, asertywność, poznawać siebie, własne cele, otoczenie.
Dzięki medytacjom możemy mieć wpływ na wszystko co nas otacza, a w szczególności na samego siebie.

Na początku omówię podstawowe - generalne założenia medytacyjne, aby później skupić się na fazie przygotowania do medytacji i medytacji samej w sobie.
Wybaczcie brak pośpiechu przy publikowaniu postów, ale wszystkie rozpatrzone zagadnienia chciałbym "przetestować" na sobie. Robię to nie tylko po to aby podzielić się wrażeniami, ale przede wszystkim dla samego siebie.

wtorek, 3 listopada 2009

Poezja Stachy cd..

ORZECHOWE
SUBIEKTYWY
WYMYSŁ ROZDROŻA
MYŚL
NIE MYŚL
METAFIZYCZNA
WYPRAWA
WYROK POSZUKIWAŃ
DLA MNIE ROZJECHANA
KLAMKA
DOMKU
NAD STAW
NADSTAW
STAW
TAW
AW
A WE MNIE
DRĄŻENIE!

poniedziałek, 2 listopada 2009

wenezuelskie ściany by Armando Quinto

fot. Armando Quinto

niedziela, 1 listopada 2009

"To, kim jesteś obecnie wynika z tego, kim byłeś. To jakim będziesz jutro, wyniknie z tego kim jesteś dziś.

buddyjski tekst Dhammapada

środa, 28 października 2009

9. Krematorium ciała - istota tlenu (część II)

atom tlenu

W poprzednim poście skupiłem się na procesie oddychania. Dzisiaj zajmę się głównie tym, jak ważny jest tlen i właściwe oddychanie.

Tlen nie tylko odżywia każdą część ciała, ale również wspomaga trawienie. Jak to działa? Ciało otrzymuje posiłek z pokarmu przyswojonego przez ustrój i słabe oddychanie, które ma wielki wpływ na niedostateczne zaabsorbowanie pokarmu, wywołuje zawsze niedokrwistość.
Nawet płuca zależą od tego samego źródła przemian żywienia: słabną i stają się mniej zdolne do wykonywania swojej pracy. A to z kolei wpływa ujemnie na cały organizm. I tak koło się zamyka.

Każda cząstka jedzenia i napoju powinna być przesycona tlenem. Niedostatek tlenu oznacza niedostatek pożywienia. Dlatego w dosłownym tego słowa znaczeniu:

o d d y c h a n i e t o ż y c i e !


Jak ważne jest spalanie?
Spalanie przechodzi z przemiany materii, wywołuje ciepło i podtrzymuje równą temperaturę ciała. Dlatego ludzie oddychający prawidłowo odporni są na przeziębienia i posiadają zawsze dostateczną ilość krwi, dzięki której człowiek bez trudu i szkody dla zdrowia znosi zmiany temperatury zewnętrznej.

Ale to nie wszystko o oddychaniu.
Oddychanie ćwiczy i trenuje narządy wewnętrzne oraz mięśnie. Kiedy nie oddychamy głęboko, nie wykorzystujemy całkowitego obwodu płuc, która pozostaje niewykorzystana.
Zwierzęta zawsze oddychają prawidłowo i tak też oddychali kiedyś ludzie pierwotni. Niestety cywilizacja zmieniła akt oddychania w akt samozniszczenia. Nie jest za późno ażeby móc prawidłowo oddychać. Ale o tym jak prawidłowo oddychać napiszę troszeczkę później. Do następnego Wdechu i Wydechu. Adios!

wtorek, 27 października 2009

8. Krematorium ciała - płuca (część I)

płuca (źródło: anatomiac.w.interia.pl)

Oddychając, wciągamy powietrze przez nos, w którym rozgrzewa się ono od zetknięcia z błoną śluzową, obficie zaopatrzoną w krew. Przeszedłszy następnie jamę gardzielową i krtań, powierze wpada do tchawicy, która dzieli się na kilka rurek zwanych oskrzelami. Te znowu dzielą się na kilka milionów rozgałęzień wielkości mikroskopijnej.
Powietrze dostaje się do płuc za pomocą przepony - wielkiego silnego mięśnia, który leży w poprzek klatki piersiowej i oddziela jamę piersiową od brzusznej. Praca przepony jest tak samo automatyczna jak praca serca, chociaż przepona może pod wpływem woli zmienić się w muskuł, który w pewnym sensie jest zależny od nas. Kiedy przepona rozciąga się, powiększa ona rozmiar jamy piersiowej i płuc i powietrze wypełnia powstałą w ten sposób próżnię.
Tutaj trzeba powrócić do poprzedniego tematu - krwi. Z serca krew wychodzi jako przeźroczysty potok górski, wraca podobna do wody z rynsztoku. Strumień zanieczyszczonej krwi ostatecznie rozdziela się między miliony mikroskopijnych komórek płucnych. Ich ścianki są dość silne by utrzymać w sobie krew, a jednocześnie dość cienkie , aby przepuszczać przez siebie tlen. Kiedy tlen styka się z krwią, powstaje proces spalenia.
Oczyszczona i bogata w tlen krew, powraca do serca, a stamtąd rozchodzi się po całym ciele.

Co może być nie tak z naszym oczyszczaniem organizmu?
  • powietrze dostaje się do płuc w ilości niedostatecznej - wtedy strumień zatrutej krwi nie może się oczyścić i wtedy ciało nie tylko zostaje pozbawione pokarmu lecz substancje szkodliwe (które powinny ulec spaleniu) znowu wracają skąd przybyły i zatruwają ciało.
  • niewystarczająco czyste powietrze wywołuje to samo zjawisko, aczkolwiek w mniejszym stopniu.
Następstwem płytkiego oddychania, albo braku świeżego powietrza jest osłabienie ciała i choroba. Krew która oddycha powietrzem nieświeżym traci swój jasno-czerwoną barwę i dochodzi często do anemii. Ten kto oddycha powietrzem czystym oznacza się krzepkim zdrowiem.

Kiedy tlen styka się z krwią, łączy się z hemoglobiną i przechodzi przez każdą komórkę, mięsień i narząd, wzmacniając go i odnawiając zniszczone komórki i tkanki. Krew płynąca w arteriach zawiera około 25% czystego tlenu.



poniedziałek, 26 października 2009

7. Fluid życia, czyli krew.


Pomówmy teraz o krwi. Na sam dźwięk tego wyrazu, niektórym włosy stają dęba. Dla dość sporej liczby osób krew kojarzy się nieprzyjemnie. Pamiętamy jak już w dzieciństwie ogromne strzykawki pobierały nasz drogocenny płyn. Później było jeszcze gorzej. Era sobotnich westernów zakończyła się dość szybko, a przy tym kolorowe telewizory wyparły poczciwe czarno-białe. No i pojawiły się filmy akcji, gdzie występy krwi były niemalże obowiązkowe.

Ale krew jest czymś bardzo pozytywnym!
Kiedy pożywne cząsteczki strawionego pokarmu wstępują w krew krążącą po ciele, stają się krwią. Zadaniem krwi jest dotrzeć do każdej komórki, tkanki w naszym ciele. To dzięki krążeniu krwi, odżywiamy i odnawiamy nasz organizm. To dzięki krwi oczyszczamy nasze ciało z nieczystości, które wydalone z komórek lądują w płucach.
Głównym szefem operacyjnym tego układu jest serce.
Krew jest składową częścią ciała - dostarcza pożywienia dla wszystkich narządów. Gdy krew jest uboga w pierwiastki pożywne, lub gdy krążenie krwi jest osłabione, to odżywianie niektórych części ciała jest nieprawidłowe i w wyniku czego człowiek choruje.

Krew stanowi około 1/10 całej wagi ciała człowieka.
W danej chwili 1/4 krwi znajduje się w sercu, płucach, arteriach i żyłach, 1/4 w mięśniach, pozostała część w narządach i tkankach. Około 1/5 krwi w jednej chwili znajduje się w mózgu.

Krew jest tym, co spożywamy
Jakość krwi zależy w głównej mierze od tego, jak i co człowiek zjada. Wybierając odpowiednią żywność i przyjmując ją w sposób który określa przyroda, każdy może mieć dostateczną ilość krwi w najlepszym rodzaju. Zaspokajając głód potrawami nieodpowiednimi, można bardzo łatwo nabawić się małokrwistości.
Krew to życie i powinniśmy starać się w miarę możliwości powiększać swój zapas krwi.

sobota, 24 października 2009

* * * Jacek Pałkiewicz "Pasja Życia"


Gdybyście mieli ochotę podróżować, odwiedzić miejsca, w których rzadko zdarza się zaglądać nawet największym globtroterom, to śmiało możecie to zrobić zagłębiając się w lekturę Jacka Pałkiewicza.
Najlepszą jak dla mnie metodą czytania tej książki, to codziennie jeden rozdział. Dzięki temu każdego dnia, jestem w innym zakątku świata, skaczę z jednego kontynentu na drugi, jestem to w zimnym, to znów w gorącym klimacie. Wszędzie jest naprawdę wyjątkowo, a to za sprawą daru opisywania rzeczy jakie widzi Pałkiewicz. Jeszcze lepsze są jego przygody, zapierające dech w piersiach przeżycia z naturą oraz człowiekiem. To barwne porównania, które przybliżają nam wyobrażenia świata jakim jest naprawdę.

Nie zabrakło tutaj Wenezueli.
Oczywiście pierwszym rozdziałem jaki przeczytałem to Tepui Conan Doyle'a, który opowiada o przyrodzie i najstarszych górach świata Wenezueli.
Książka zaczyna się od samotnej relacji przepłynięcia łodzią przez Atlantyk, później jest już tylko lepiej: kopalnie diamentów, dżungle, pustynie, itd.
Jego ulubioną krainą geograficzną są Indochiny (ze względu na piękno krajobrazu) oraz Syberia (ze względu na nieskażone dziewicze tereny, obecność specyficznej flory i fauny a także Szamanów).
Pałkiewicz opisuje tutaj ekspedycję międzynarodową, która udała się w poszukiwania źródła największej rzeki świata. To pod jego przewodnictwem odkryto i zatwierdzono źródło Amazonii.
Oprócz tego był organizatorem szkoleń jednostek specjalnych, a także brał udział w testach wytrzymałościowych jakie muszą przechodzić rosyjscy kosmonauci.
Jeszcze wrócę do tej książki i to nie tylko po to, ażeby popodróżować po świecie, ale żeby przypomnieć sobie jak powinno wyglądać prawdziwe życie.